Rozglądałem się ze Snowiee po terenach
nowego stada. Na matkę, i siostrę, nie mieliśmy co liczyć, skoro
zostawiła nas na pastwę losu, nawet nie mówiąc, gdzie idzie. Snowiee
rozglądała się po terenach, i cały czas węszyła. Ja nie mogłem przestać
myśleć, co dzieje się z ojcem. Szczerze mówiąc, myślałem, że tylko
ja...no i Snowiee. Nagle siostra stanęła. Warknęła cicho. Uniosłem łeb.
-Co jest?- spytałem mdło, acz z nutką zainteresowania.
-Wrrr....zgadnij, kto tu jest- syknęła
Rozejrzałem się. Snowiee miała najlepszy węch w stadzie, nie dziwne, że tak szybko ją wywęszyła.
-Co ona robi?- spytałem i przekrzywiłem łeb.
-Nie wiem, spotkała nowego psa, i już warczy- westchnęła siostra.
-Chodźmy stąd, nie warto...
Odwróciłem się, Snowiee jednak dalej stała.
-Snowiee, nie warto, chodź, będzie nie jedna okazja!- powiedziałem, i w końcu się odwróciła.
-Co jest?- spytałem mdło, acz z nutką zainteresowania.
-Wrrr....zgadnij, kto tu jest- syknęła
Rozejrzałem się. Snowiee miała najlepszy węch w stadzie, nie dziwne, że tak szybko ją wywęszyła.
-Co ona robi?- spytałem i przekrzywiłem łeb.
-Nie wiem, spotkała nowego psa, i już warczy- westchnęła siostra.
-Chodźmy stąd, nie warto...
Odwróciłem się, Snowiee jednak dalej stała.
-Snowiee, nie warto, chodź, będzie nie jedna okazja!- powiedziałem, i w końcu się odwróciła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz